Strona główna

W sieci
Data:
21-11-2003 o godz. 18:17:58
Temat: Wydarzenia


Nigdy się nie dąsa, nie ma humorów, nie obarcza swoimi kłopotami i zawsze ma czas... Wirtualne zabawki wkradają się w nasze życie i podszywają pod najlepszych przyjaciół. Ceną za ten związek coraz częściej jest samotność i strach przed kontaktem z żywym człowiekiem - ostrzegają psycholodzy.

Karol ma 32 lata. Z wykształcenia jest informatykiem. Od kilku lat pracuje na stanowisku dyrektora w dużej zagranicznej firmie. Ze swoimi pracownikami "rozmawia" jednak tylko przez e-maile. Unika też rozmów ze swoimi szefami. Gdy ktoś chce się z nim spotkać "w cztery oczy", mówi, że nie ma czasu. Prawda jest jednak inna. Karol panicznie boi się kontaktu z ludźmi.
Nie umie rozmawiać, drażnią go towarzyskie spotkania, unika firmowych imprez. Bezpiecznie czuje się tylko zamknięty w gabinecie lub w domu. Najlepiej "rozmawia" mu się z komputerem. - Jego pokój jest jak laboratorium naukowe. Ma tylko łóżko, mały regalik z książkami i duże biurko, przy którym stoi ogromna komputerowa machina - opowiada Marta Tomaszewska, jedyna koleżanka Karola, i dodaje:
- Sprzęt nie ma obudowy, kable są na wierzchu, migają światełka, szumią wentylatory. Zawsze mam wrażenie, że to jego sztuczny przyjaciel. Jakaś wirtualna, żywa machina.
Karol spędza przed komputerem po 8/9 godzin dziennie. Tylko w tym świecie umie funkcjonować. - Bardzo chce znaleźć sobie żonę, ale wszystkie panny przed nim uciekają - opowiada dziewczyna. - Przegapił moment, w którym mógł nawiązać więź z ludźmi. Teraz będzie to bardzo trudne. Chodził nawet na psychoterapię, ale to nic nie pomogło.
e-życie. Ile jest w Polsce osób takich jak Karol? Być może dziesiątki, a może setki. Można jedynie teoretyzować na temat skali zjawiska. - Jeszcze dwa, trzy lata temu zgłaszała się do nas jedna osoba na pół roku uzależniona od Internetu. Teraz są to dwie osoby na miesiąc, najczęściej studenci. Ile w ogóle nie przychodzi do lekarza? Naprawdę trudno oszacować - mówi Mariola Wargacka, psycholog z Centrum Odwykowego przy ul. Zgierskiej w Warszawie. Według opinii psychiatrów amerykańskich uzależnieniu internetowemu ulega 20 proc. użytkowników. Przeciętny uzależniony to mężczyzna w wieku 30 lat, z wyższym wykształceniem, unikający kontaktów z otoczeniem, spędzający w sieci co najmniej 20 godzin tygodniowo.
- Na uzależnienie bardziej podatni są mężczyźni, bo Internet postrzegają jako obszar budowania swojej pozycji i wartości. Lubią kontrolować rzeczywistość, a sieć daje im do tego doskonałą okazję. Kobiety są bardziej emocjonalne, pragną relacji z żywym człowiekiem. Dla większości z nich Internet to tylko narzędzie pracy - wyjaśnia dr Wiesław Poleszak z wydziału psychologii UMCS w Lublinie. Dlaczego uciekamy do sztucznych uczuć, dlaczego poszukujemy "substytutów przyjaciela"? - Świat wirtualny jest światem bezpieczniejszym. Nie przeżywamy w nim emocjonalnych dramatów. Nikt nas nie zrani. W każdej chwili możemy zrezygnować z jego towarzystwa - mówi Katarzyna Floryan, psycholog. - W pewnym jednak momencie człowiek odkrywa swoją samotność. I najczęściej jest ona bardzo bolesna.
Substytut dla malca. Andrzej Mleczko narysował kiedyś taki rysunek: przy komputerze siedzi dziecko, a za nim stoi ojciec. Synek mówi: "Wybacz tato, ale ciężko mi znaleźć wspólny język z kimś, kto w dzieciństwie bawił się pluszowym misiem i gumową kaczką". Niestety, to prawda. Współczesna technika stworzyła już interaktywne zabawki, które rozmawiają z najmłodszymi. To pierwsi "sztuczni przyjaciele" małego człowieka. Interaktywny pluszowy Kubuś Puchatek opowiada dzieciom bajkę, mówi do nich po imieniu. Kupić można też Furbiego, pluszowego stworka z dużymi oczami i uszami, który ma wszystkie cechy "żywej" zabawki. Śmieje się, rozmawia, przewraca oczami. W Ameryce dostępny jest też interaktywny Wielki Ptak znany z "Ulicy Sezamkowej". Potrafi rozpoznawać litery i kształt klocków wkładanych pod jego skrzydła.
W polskich sklepach oprócz Furbiego można dostać Tamagotchi, wirtualne zwierzątka: pieski, kurczaczki, smoki, rybki, które się karmi, dyscyplinuje, leczy. Ich cykl życiowy nie odbiega od normalnego. Wykluwają się z jajka, rosną, chorują, starzeją się i umierają. Od prawdziwych zwierząt różnią się jedynie tym, że w każdej chwili można je wyłączyć. "Bawiąc się z Furbiem, doskonalszą wersją Tamagotchi, dziecko buduje więź z wirtualnym "przyjacielem" na podłożu uległości, posłuszeństwa, a także podporządkowania. Następnie przenosi te zachowania, emocje z wyimaginowanej krainy zabaw do rzeczywistości. Traktuje swoich rówieśników, dorosłych jak odmianę Furbiego" pisze Daniel Zapała w artykule www. plastikowedzieci.pl zamieszczonym na stronach archidiecezji wrocławskiej. Człowiek przestaje się uczyć reakcji drugiej istoty. Ma kłopot z nauczeniem się empatii, relacji emocjonalnych z innymi ludźmi, umiejętności wchodzenia w te reakcje. Inteligencję emocjonalną bardzo trudno bowiem zdobyć w kontakcie z komputerem.
- Te zabawki powodują stopniowe oddalanie potrzeby kontaktu z innymi ludźmi. Dzieci wolą opiekować się i dbać o elektronicznego kurczaka czy szczeniaka niż nawiązywać nowe przyjaźnie z rówieśnikami - zauważa Zapała.

Substytut dla dorosłego

Młodzież i dorośli potrzebują coraz wymyślniejszych substytutów. Dla nich stworzono więc specjalne wirtualne programy naśladujące ludzkie zachowanie, prowadzące rozmowy z internautami. Pełnią one różne funkcje, od dotrzymywania towarzystwa po udzielanie informacji w internetowych sklepach.
W sieci pojawił się na przykład wirtualny John Lennon. Prezentuje poglądy nieżyjącego lidera Beatlesów. Program nazwany "persona-bot" odpowiada na pytania słowami samego Lennona, wyszukując je wśród autentycznych wypowiedzi, wywiadów czy cytatów. Na zachodzie ostatnio ogromną furorę robi piesek Aibo, naśladujący w swoich zachowaniach prawdziwego psa. Sztuczny zwierzak potrafi się bać, odczuwać niechęć, smutek, a nawet radość. Zabawka przeznaczona jest, o dziwo, w większej mierze dla dorosłych niż dla dzieci. Jest po prostu strasznie drogi.
- Za substytut wirtualnego przyjaciela można w pewnym sensie uznać też internetowe czaty, gdzie ludzie w sposób anonimowy zwierzają się sobie ze swoich problemów - mówi Mateusz Gołąb, dziennikarz prowadzący dział porad informatycznych w ogólnopolskim dzienniku, i dodaje: - Wirtualnym substytutem przyjaciela można nazwać też gry on-line. Gracze na kilka godzin wcielają się w wirtualne postacie. Toczą ze sobą walki, zawierają przyjaźnie. O jednej z nich przeczytać można było w "Dużym Formacie", dodatku "Gazety Wyborczej". Gra nazywa się "Ragnarok" i gra w nią prawie milion Tajlandczyków. Ludzie tworzą wirtualne grupy, rozwijają wirtualne umiejętności i charaktery. Świat gry istnieje niezależnie od tego, czy ktoś w nią gra czy nie. Wirtualne szaleństwo osiągnęło w Tajlandii już taką skalę, że rząd zdecydował się na odcięcie dostępu do gry między godziną 22 a 6 rano.
To pierwsza taka urzędowa blokada na świecie. Rząd chce, aby Tajlandczycy przeznaczyli ten czas dla rodziny.
Kamyczek do ogródka. Maciek od ukończenia szkoły podstawowej nie był na spacerze, nie kontaktował się z rówieśnikami. Rzeczywisty świat ogląda jedynie przez okno czwartego piętra. Sąsiedzi myślą, że wyjechał gdzieś za granicę, niektórzy już nawet zapomnieli, że taka osoba jak on żyła w ich bloku. Maciek jednak nadal mieszka z rodzicami na jednym z mokotowskich osiedli w Warszawie. Świat wirtualny pochłonął go całkowicie od chwili, gdy dostał komputer. Było to po ukończeniu szkoły podstawowej. Najpierw były gry, potem Internet. Dziś ma 20 lat. Gdy do jego brata przychodzą koleżanki, zamyka się w swoim pokoju. Godzinami serfuje po Internecie. Do psychologa za nic jeszcze nie dał się zaprowadzić. Edukację zakończył na podstawówce.
- Jednorazowy kontakt z wirtualnym światem nie szkodzi - komentuje przypadek Maćka Katarzyna Floryan.
- Problem pojawia się, gdy jest to jedyny sposób na spędzanie wolnych chwil. Nakłada się na to ogromny kryzys kontaktów międzyludzkich. Wirtualna technika jest tutaj kamyczkiem do ogródka.
Zdanie to potwierdza publicysta Rafał Ziemkiewicz. - Jeśli dziecko ma zaburzone relacje z rodzicami, to bez względu na to, czy dostanie Tamagotchi czy nie, będzie miało zaburzone relacje z innymi. Problem nie leży w substytucie, on leży w kontaktach z drugim człowiekiem.

Alienacja i indywidualizacja

Zaczynamy się indywidualizować. Zamykamy się w domach z ochroniarzami. Na podwórku dzieci nie mogą biegać, brudzić, krzyczeć. Rodzice mówią: "Nie zapraszaj nikogo, bo zniszczy to czy tamto". Wśród dzieci szybko pojawia się problem samotności, bo kiedy mają zawiązywać przyjaźnie, jeśli są dowożone do szkoły, a zaraz potem z niej zabierane?
- Rośnie wzajemna nieufność. Trudno więc wychodzić do ludzi z dobrymi uczuciami - uważa socjolog dr Paweł Śpiewak i dodaje: - Polacy mają więcej znajomych niż przyjaciół. Zdaniem Śpiewaka winny jest też temu "kryzys czasu".
- Pracujemy po 12 godzin na dobę. Mało czasu zostaje więc na przyjaźń. Wystarcza go na znajomość, ale nie na przyjaźń. Słowo przyjaźń rezerwuję na bardzo szczególne relacje między ludźmi. Przyjaciel to nie jest znajomy, z którym tylko spędzam czas. To szczególna więź duchowa z drugim człowiekiem - dodaje Śpiewak.

Nie naśladujmy Platona

Natomiast prof. Janusz Czapiński, socjolog, jest optymistą: - Nie jest prawdą, że zanika przyjaźń między ludźmi. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że nowoczesne gadżety elektroniczne osłabiają więzi czy zniechęcają do nawiązywania żywych kontaktów. Jak wobec tego rozumieć przypadki Karola i Maćka?
- Alkohol w Polsce jest ogólnodostępny i bardzo tani. Uzależnionych od niego jest tylko 5 procent Polaków, mimo że pozostałe 95 procent populacji ma do niego bardzo łatwy dostęp - odpowiada profesor. - Jeśli się ktoś ma uzależnić, to się uzależni. Nieważne, czy to będzie komputer czy wódka. Oczywiście dla bardzo nieśmiałych introwertyków komputer jest szansą na poszukiwanie towarzystwa w trochę inny sposób. Dla zdecydowanej większości to tylko forma relaksu. Nie zniekształca potrzeb człowieka - twierdzi Czapiński. Optymistą jest też dr Jacek Kucharczyk, socjolog z Instytutu Spraw Publicznych. - Naprawdę nie wieściłbym apokalipsy. Zawsze, gdy ktoś pomstuje na nowy wynalazek, przypomina mi się Platon. On też prognozował upadek kultury z powodu wynalazku pisma. Jak pokazała historia, były to płonne obawy.
Co dalej? Informatycy już teraz przewidują, że za rok lub dwa powstaną całe portale, na których generować będzie można swoich "sztucznych" przyjaciół.
- Patrząc na to, co już pojawia się w Internecie, można wywnioskować, że niebawem powstaną programy-boty stanowiące pełny substytut przyjaciela rzeczywistego - mówi Radek Tryc, właściciel firmy informatycznej "RTC". - Takie boty mogą mieć dostęp do całej wiedzy zgromadzonej na serwerach. Staną się więc zupełnie nieprzewidywalne i całkiem niegłupie ? dodaje. Jak na to zareagujemy? - Osoby wykazujące podatność na uzależnienia jeszcze bardziej wpadną w sidła sieci. Inni zupełnie ją odrzucą, tak jak teraz niektórzy rezygnują z oglądania telewizji. Pewnie będzie też spora grupa ludzi "po środku", którzy stwierdzą, że sieć po prostu jest nie dla nich - zauważa dr Wiesław Poleszak. Już teraz w społeczeństwie pojawiają się formy obrony przed zalewem sztucznej rzeczywistości. Coraz częściej organizuje się domowe prywatki, rozwija się zjawisko clubbingu. Powraca też zwyczaj wspólnego gotowania. Już nie zaprasza się znajomych tylko na kolację, ale na jej przygotowanie. - Te zmiany to znak, że poszukujemy równowagi - swoistego ekwilibrium. Próbujemy wykroić ją w czasie wolnym, gdy wracamy po pracy zmęczeni obcowaniem z komputerami. Staramy się spędzić ten czas z rodziną bardzo intensywnie. Ważne jest też by był on wysokiej jakości - mówi dr Kucharczyk. - Nie chce mi się więc wierzyć, żeby w przyszłości kontakty z człowiekiem mógł zastąpić dialog z maszyną.

Marcin Szumowski

Strona główna